wtorek, 24 stycznia 2017

Sprawiłam sobie kota



Sprawiłam sobie kota bo chciałam żeby w domu zrobiło się weselej ,żebym miała z kim się poprzytulać.Owszem wszystko to mam ale mam też minę załamaną jak wracam z pracy do domu i zastaje poprzewracane kwiaty,z parapetów wszystko pozrzucane o butach nie wspomnę.Pierwszy moment to bym go udusiła ale jak przyjdzie do mnie i w oczy mi spojrzy mięknę aż do następnego razu. To młody kot ma sześć miesięcy.Wczoraj pierwszy raz wypuściłam go na podwórko z sercem w gardle że nie wróci ale wrócił   .Boję się że ucieknie na ulicę a tam wiadomo co może go czekać.Dziś wypuściłam go ponownie i wrócił sam po chwili nie musiałam go wołać.Miałam psa a  kota nigdy nie miałam i zawsze myślałam że kot jest tylko do miziania  a okazuje się że potrafi on rozkręcić towarzystwo że ho ho! Mimo nie do  godnień  nie oddałabym go nikomu bo skradł moje serce i boję się że kiedyś nie wróci mimo to na smyczy nie będę go trzymała.


31 komentarzy:

  1. Podobno kot w domu oznacza syndrom niespełnionej babci - nie można wnuków popieścić, no to niejako w zastępstwie pieści się kota... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smurfie ty mądralo jeden!Choć z drugiej strony może to i jest coś na rzeczy :))

      Usuń
  2. Kot to fajny jest...U kogoś...;o)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwierzęta wnoszą do naszego życia wiele pozytywnej energii. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że bezpieczniej byłoby mu sprezentować kuwetę z piaskiem.
    W każdym razie ja tak bym zrobiła. Zresztą z tego, co wiem, większość właścicieli kotów, nigdy nie wypuszcza ich z domów - właśnie z obawy, by ktoś nie zrobił im krzywdy lub żeby nie wpadły pod samochód. Kotom wyjątkowo często się to przytrafia.
    Pomyśl nad tym. Byłoby żal zwierzaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kota mamy ode dwuch miesięcy i pierwsze co kupiliśmy zanim jeszcze był kot to kuweta.Kot korzysta z niej i nie ma z tym problemów ale chciałam żeby i posmakował tego co natura daje.:)

      Usuń
    2. Natura daje też wałęsające się psy i pędzące auta na drogach, a więc z tą naturą to bym raczej nie przesadzał.

      Usuń
    3. Oj smurfie przecież o tym napisałam w poście że się boję ale przecież drzwi na taras otwieram.On musi nauczyć się też życia innego niż tylko w czterech ścianach,

      Usuń
    4. Smurff'ie, wspomniałem poniżej, że wiele zależy od tego, gdzie się mieszka... ale nie dramatyzujmy... a najgorsze jest kisić kota w domu, gdy ma się naprawdę warunki luz, by mógł sobie pohasać...

      Usuń
  5. "Dom bez kota to nie dom" /cytat ze świętej Księgi Bastet/...
    tak więc gratuluję pomysłu...
    zaś kot wychodzący to już pełnia szczęścia... oczywiście, wiele zależy od tego, gdzie ten dom jest, niemniej jednak...
    jak coś nie tak, to daj znać... co prawda Jacksonem Galaxy nie jestem, zaszczytem by było dla mnie jego służbowy futerał na gitarę za nim nosić, ale ignorantem również nie...
    aha, dziewczyna, czy chłopak?... bo w tym wieku z daleka, z fotki raczej dość trudno to rozpoznać...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr uwierzysz lub nie ale pomyślałam o tobie jak sprawiłam sobie tego kota po przypomiało mi się żeś ty kociarz nad kociarze:))
      Dzięki za rady .dom jest blisko ulicy ale od strony ogrodu też da się hasać.Mój kot to kocurek i nie zamierzam go kastrować a niech sobie chłopak po hasa.Take to ja mam dobre serce!Kot psoci na maksa ale jak za to mruczy pięknie:))))
      Od pozdrawiam a smurfa nie słuchaj bo on już tak musi się podroczyć.

      Usuń
    2. Piotr doradz kastrowac czy nie?

      Usuń
    3. uważam, zresztą dość zdecydowanie, że tak, że zwierzaka trzeba wysterylizować /bez względu na płeć/... wyjątek stanowią koty rasowe /też nie wszystkie/, ale to jest kompletnie odrębna bajka, inny świat...
      argumenty za sterylizacją /kocurka, bo o nim mowa/:
      - znaczenie terenu w sposób mocno niemiły dla otoczenia... nawet wychodzący kocurniak bez skrępowania może to popełnić w domu... szmatka z octem by to wytrzeć to tylko chwilowe opanowanie sytuacji...
      - bezpieczeństwo, czyli to, o czym wspomniał Smurff... gdy kocurniak poczuje wolę bożą /bastetową?/, to w poszukiwaniu dam swego serca potrafi stracić nad sobą kontrolę i tak się zapuścić, że faktycznie może mu się coś przydarzyć po drodze... albo wróci po kilku dniach, chudy niczym anorektyczna modelka systemu "wieszak"... poje, odeśpi, potem znowu jest powtórka z rozrywki... aż w końcu nie ma powtórki, bo "casanova" nie wraca do domu...
      - kociaki... a właściwie ich nadmiar... sorry, trochę teraz zamanipuluję /trochę w stylu Mistrza Jacksona/, ale to chyba bez sensu, by nadmiar efektów kociej miłości lądował w schroniskach /co i tak jest najlepsze, bo bywa gorzej/, zwłaszcza, że te schroniska bywają czasem naprawdę mało ciekawe...
      ...
      teraz dla równowagi czas na kontrargumenty... zasadniczo to ich nie ma... zabieg przeprowadzony przez fachowca jest bezproblemowy i nie ma większego wpływu na zdrowie... może nieco na charakter, bo zmienia się na łagodniejszy... kastrowane kocury miewają też tendencję do tycia, ale to już opiekun musi dbać o to, by nie dać się robić w wała i dawać mu michę racjonalne... bo koty mają swoje odbicia i zadziwiającą zdolność owijania sobie tych opiekunów dookoła pazura... szlag może trafić, gdy ktoś zapasa kota argumentując: "bo on tak ładnie prosi"...
      ...
      tyle wykładu mojego, rzecz jasna wygugluj sobie please "kastrować kota, czy nie kastrować", by to zweryfikować... fachowcy dyplomowani /weterynarze, behawioryści, etc/ z grubsza wyrażą podobną opinię...
      pozdrawiać jzns :)...
      a sierściuch naprawdę jest super, pełna klasyka stylu "szaro-buro-pręgowany" :)...

      Usuń
    4. Dzięki piękne za informacje .Ja niby to wszystko wiem ale myślałam że jak kocurek sobie skoczy to nie bedzie już znaczył swojego terenu w domu.Chciałam dobrze ale widzę ze bedę musiała umówić sie z weterynarzem kiedy to zrobi.
      A mój kocurek naprawdę jest super kociak i zrobie wszystko żeby nam razem było dobrze!Nigdy nie przypuszczałam że tak mogę przywiązać się do kota ponieważ ja kotów raczej nie lubiłam a teraz popatrz kocia mama się zemnie zrobiła:)

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. jeszcze raz, bo literówki i zgubiłem jakieś dwa słowa:
      problem w tym, że kocie sikanie to nie jest taka prosta sprawa... kot istotnie sika, gdy ma pełen pęcherz i robi to "po ludzku", czyli kontroluje temat i udaje się w stosowne miejsce, do kuwety, albo "za stodołę", pod krzaczek, jeśli jest wychodzący, zresztą kryje się z tym wtedy... gdy kot sporo przebywa poza domem to czasem wcale nie korzysta z domowej kuwety...
      ale jest jeszcze druga funkcja tego sikania, niejako "informacyjna"... to już koty /obojga płci zresztą/ załatwiają inną techniką, nie na kucanego, tylko na stojąco... to jest głównie właśnie owo znaczenie terenu i rzeczywiście, wychodzący kot raczej nie robi tego w domu... jeśli mu się to zdarza, to dla nas jest to sygnał, że kota coś zestresowało, coś mu się nie podoba... to może być /przykładowo/ nowy zwierzak w domu, czasem nowy mebel, a czasem jakaś inna sytuacja... może to być nowa osoba, gość, którego zapach kota zaniepokoił /kot ma węch czuły prawie tak, jak pies/ i wtedy gość ma niespodziankę w butach, albo na torbie zostawionych w przedpokoju... to nie jest wcale "złośliwość", kot po prostu tak "oswaja" nowy dziwny przedmiot, który wzbudził jego niepokój... bywa, że kompletnie nie wiadomo, o co kotu chodzi, trzeba go dobrze znać, obserwować, by to rozszyfrować...
      no, i teraz mamy sytuację PŁODNEGO kocura, u którego testosteron powoduje, że wciąż jest w pewnym napięciu, zwłaszcza młody... tu czasem wystarczy drobny nawet powód, zwykle nam nie znany, by kot siknął na ścianę, by potwierdzić swoją pozycję w domu... a ponieważ takie siki zawierają więcej feromonów, to ich zapach bywa szczególnie niemiły...
      aha... będąc już na zabiegu dopytaj weterynarza na temat ewentualnych kłopotów z układem moczowym u kocura po sterylizacji... on Ci to o wiele lepiej wyjaśni ode mnie, więc tą sprawę już pominę...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    7. Mialo byc fajnie milo i przyjemnie a widze ze tak wcale nie bedzie. Bede dzielnie znosic drugia strone medalu bo kota traktuje jak człomnka mojej rodziny a maz jest tego samego zdania.

      Usuń
    8. no, i tak ma być... członek rodziny z całym dobrodziejstwem inwentarza, którego kochamy, choć od czasu do czasu potrafi dać nieźle popalić...

      Usuń
  6. Moja kocica nie wychodzi... Ja też mieszkam na przedmieściach w swoim domu z dużym ogrodem, ale widziałam już tyle rozjechanych kotów, że bałabym się o księżniczkę. Nawet w oknach założyłam siatki. A niekastrowany kocur na wolności będzie walczył o dominację na swoim terenie i w szale kocich zapasów może łatwo zginąć. A szkoda by było... Nasza Taria ma 8 miesięcy ale nie dokucza. Może to dlatego, że w wychowaniu pomaga nam pies ;-) Kwiatki zrzuciła 2 razy ale sama się wtedy tak przestraszyła, że już przechodzi po parapecie jak baletnica, zgrabnie wymijając doniczki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boje sie najbardziej o ruch na yale mam nadzieje ze mojemu Henrykowi sie uda!

      Usuń
    2. sorry, wtrącę się i wspomnę co nieco o sterylizacji księżniczek... jeśli kotka nie wychodzi i w ogóle nie ma planów macierzyńskich, to sterylizacja jest jeszcze bardziej zalecana... bo gdy dostanie rui, jest to mocno niemiłe i dla niej, i dla innych domowników, a poza tym za którymś razem może się to skończyć ropomaciczem, a to już jest poważniejszy temat...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    3. Tarię jak najbardziej będziemy sterylizować! Chociaż jest taka fajna jak ma rujkę, przytula się, pokłada i podrywa psa ;-)(miała już pierwszą). Ale właśnie ropomacicze, znaczenie, mrauczenie i śpiewy zalotników pod oknami... Mieliśmy już nawet termin ustalony, ale u mnie wypadło pogorszenie i nie miałam jej jak zawieźć. Ale w pełni się z Tobą zgadzam, księżniczki też idą pod nóż... Pozdrawiam

      Usuń
  7. Eluśko, ślicznego kociaczka masz. Słodziak i czaruś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodž tu blizej co cie uścisnę Azalio kope czasu cie u mnie nie bylo.Bardzo sie cieszę ze cie widze.Kociak rzeczywiscie jaki piękny taki brojny jest.

      Usuń
  8. Eluś, to masz taką żywą maskotkę,śliczny kociak, podobny do żbika:)
    Z każdym zwierzakiem przychodzi odpowiedzialnośc, bo tak jak piszesz, to członek rodziny,ale to taki najmilszy członek rodziny śmiem napisać, haha
    pozdróweczki cieplutkie;))

    OdpowiedzUsuń
  9. masz prawdę Marysiu że to taka cudowna maskotka :)
    Również cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. No Eluś, czemu nie mówisz, ze blog znów czynny? ;)
    A kot- jak każdy kot na świecie- przecudny!( wiesz jak kocham te mruczące szelmy! ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Kto tu kogo sobie sprawił, to kwestia otwarta...
    być może kot sprawił sobie Ciebie...

    OdpowiedzUsuń